Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ero-guro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ero-guro. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 czerwca 2026

Rozkmin na temat Maruo ciąg dalszy

Od ostatniego mojego postu minęły już cztery lata, a myśli wciąż zaprząta mi natarczywe pytanie: czy jest szansa, że Suehiro Maruo zostanie wydany w Polsce? 

Z tym pytaniem zwróciłam się w końcu do Chata GPT... A wszystko przez Amazon, bo znalazłam tam w ofercie całkiem niezłą kolekcję Maruo. Oczywiście głównie w języku francuski, włoskim, niemieckim, czasem hiszpańskim. Nadal nie w polskim.

Jaką odpowiedź uzyskałam?

"Szansa na polskie wydanie mangi Suehiro Maruo jest obecnie największa w historii. Choć przez lata uważano twórczość tego autora za zbyt kontrowersyjną dla głównego nurtu, rynek komiksowy w Polsce dojrzał, a mniejszościowe lub niszowe oficyny wydawnicze chętnie sięgają po ambitne, dorosłe tytuły. 

Wydanie któregokolwiek z dzieł mistrza ero-guro (np. Midori: La ragazza delle camelie czy Shōjo Tsubaki) jest bardzo prawdopodobne z kilku powodów:
  • Wzrost zainteresowania nurtem ero-guro: Polscy czytelnicy coraz lepiej znają mangi z elementami psychodelii, horroru i groteski. 
  • Prestiż autora: Maruo to artysta znany i doceniany na całym świecie. Jego wyjątkowy, dopracowany styl graficzny jest uważany za dzieło sztuki, co doceniają europejscy wydawcy. 
  • Obecność na rynku zachodnim: Mangę Tajemnicza historia Wyspy Panoram oraz adaptacje Edogawy Ranpo wydały już zachodnie oddziały (np. we Francji czy w USA), co ułatwia negocjacje licencyjne dla polskiego wydawcy.
Obecnie najpoważniejszymi kandydatami do wydania twórczości Suehiro Maruo na polskim rynku są niszowe wydawnictwa specjalizujące się w autorskich i mrocznych komiksach (jak np. Kurc, Timof Comics czy Kultura Gniewu), które regularnie poszerzają ofertę o wymagającą literaturę graficzną."

No tak, możecie powiedzieć, wracam po czterech latach przerwy, aby znowu pisać o Suehiro Maruo. Monotematyczna jestem. Możliwe jednak, że zacznę udzielać się na blogu nieco częściej. Jeśli nie będę pisać, będę wrzucać więcej zdjęć komiksów, mang i książek, które mnie interesują. Zobaczymy.
Poza wydawnictwami wymienionymi przez AI przychodzi mi na myśl również Mangioka, azjatycki imprint Wydawnictwa Mandioca. Profil tego nowego wydawnictwa idealnie pasuje do specyfiki twórczości mistrza ero-guro. 
Ale, ale - Suehiro Maruo przecież został wydany w Polce. Mam tu na myśli Tajemniczą historię wyspy Panoram od Waneko. Manga ta ukazała się już dość dawno, bo w październiku 2024 roku i jest debiutem mangaki na naszym rynku wydawniczym. Pisałam więcej o tej pozycji w moim poprzednim poście z... 2022 roku odnośnie wydania amerykańskiego. Ależ ten czas leci. Wtedy rozpisywałam się o tym, że Maruo wciąż nie jest publikowany w naszym kraju, zastanawiając się, czy polski rynek już dojrzał na przyjęcie tego autora. Miałam nadzieję, że jednak to w końcu nastąpi. I tak, stało się. Decyzja Waneko co do akurat tej pozycji zdaje się być oczywista z kilku powodów: tematyka, adaptacja japońskiej klasyki, "lżejsza" odsłona twórcy ero-guro. Był to, patrząc na prace Maruo, bezpieczny wybór. Jest to jeden z jego najbardziej przystępnych tytułów, obok Gąsienicy, kolejnej mangowej adaptacji powieści Ranpo Edogawy, swoją drogą opublikowanej w Polsce nakładem wydawnictwa Tajfuny (dzięki Wam za wspaniałą robotę!).
Tak w ogóle fajnie widzieć, że to, na co psioczyłam na przestrzeni dwunastu lat, czyli odkąd założyłam tego bloga, staje się przeszłością. Wpierw narzekałam na nieobecność na polskim rynku Junji'ego Ito. I bach, stało się. Większość jego twórczości zostało wydanych przez J.P.F. Potem narzekałam, że w polskim przekładzie nie ma Ranpo Edogawy - i Tajfuny wydały dwie jego znakomite pozycje, Gąsienicę i Demona z samotnej wyspy. W międzyczasie marudziłam, że chciałabym poczytać w rodzimym języku mojego ulubionego mangakę. I to marzenie też się ziściło. Zatem czy mam prawo narzekać nadal?
Jasne, bo chcę więcej.
No co tu dużo mówić, Tajemnicza historia wyspy Panoram nie jest moją ulubioną pozycją Maruo. Nie jest nawet w pierwszej dziesiątce. Owszem, cieszę się, że ktoś go w końcu wydał po polsku i chwała mu za to, ale mam mieszane uczucia. Nie był to bowiem dobry przykład typowej dla tego mangaki twórczości. Kreska, owszem, jest piękna i charakterystyczna dla Maruo, jednak jest to taki Maruo na niby, na pół gwizdka. Zupełnie jakby go wykastrować i ocenzurować. 
Problem chyba polega na tym, że brakuje mi w tym tytule erotycznej groteski, do jakiej przywykłam, czytając inne mangi tego autora. Zdaję sobie sprawę, że przez niektórych może być to odbierane pozytywnie - w końcu dzieła Maruo stają się różnorodne, tworzone dla mainstreamowego  czytelnika. Rozumiem taki pogląd. Nie każdy może chcieć czytać - i oglądać - koprofagii, defekacji czy seksu z własną babcią. Szanuję zdanie każdego. Mnie z kolei takie "bezeceństwa" przyciągają jak magnez opiłki żelaza. Nic na to nie poradzę. 
Ale, pomijając już aspekt erotyczny twórczości Maruo, jego mangi są po prostu piękne, wysoce wysmakowane estetycznie. Niejedna plansza i kadr to małe dzieła sztuki i, nawet jeśli wyjąć je z kontekstu, bronią się jako twory samodzielne i niezależne.
Czym się skończyło moje buszowanie na Amazonie? Niebaczna na własne ograniczenia ponownie kupiłam komiks w języku, którego nie rozumiem. Tym razem padło na francuską edycję mojej drugiej ulubionej pozycji Maruo, Yume no Q-Saku. Czyli Maruo w surrealnym, ekstremalnym i onirycznym wydaniu - to, co lubię w nim najbardziej.
Poniżej prezentuję porównanie dwóch wydań Tajemniczej historii wyspy Panoram, od amerykańskiego Last Gasp i od polskiego Waneko.

Suehiro Maruo_The Strange Tale Of Panorama Island_okładka polska i amerykańska_cover
Suehiro Maruo_The Strange Tale Of Panorama Island_okładka polska i amerykańska_cover 00

Suehiro Maruo_The Strange Tale Of Panorama Island_okładka polska i amerykańska_cover 01

Suehiro Maruo_The Strange Tale Of Panorama Island_wydanie polskie i amerykańskie_01

Suehiro Maruo_The Strange Tale Of Panorama Island_wydanie polskie i amerykańskie_02

Suehiro Maruo_The Strange Tale Of Panorama Island_wydanie polskie i amerykańskie_03

Suehiro Maruo_The Strange Tale Of Panorama Island_wydanie polskie i amerykańskie_04

Suehiro Maruo_The Strange Tale Of Panorama Island_wydanie polskie i amerykańskie_05


________________________________





niedziela, 23 stycznia 2022

W poszukiwaniu Suehiro Maruo

mojabibliofilia.blogspot.com


Suehiro Maruo - malarz, ilustrator, mangaka - jest artystą w Polsce nieobecnym i nieznanym. Nie wątpię, że istnieje pewna wąska liczba osób, która mogła spotkać się z jego nazwiskiem, szukając informacji na temat Edogawy Ranpo lub erotycznej groteski. Może nawet czytając mój blog. Pisałam o nim dwukrotnie na początku jego istnienia, gdy omawiałam jeden z najbardziej rozpoznawalnych tytułów Maruo, Warau Kyūketsuki (Laughing Vampire, post znajdziesz tutaj) oraz Yume no Q-Saku, gdzie skreśliłam nieco więcej słów o samym autorze (tutaj). Było to ponad siedem lat temu. Wiele wody upłynęło od tamtego czasu. Moje życie zmieniło się, podobnie jak otaczająca mnie rzeczywistość. Trapią mnie inne problemy, nie tylko związane z pandemią - ale sprawy, o których pisałam wówczas, pozostały te same. Do tej pory w Polsce nie ukazała się ani jedna manga Suehiro Maruo. Czyżby rynek nadal nie dojrzał? Tak sądzę. 

Może dlatego nowy rok postanowiłam rozpocząć od autora komiksów, od którego moja przygoda z komiksem w ogóle się zaczęła - jako dojrzałej, świadomej czytelniczki, pomijając dzieciństwo i tytuły w rodzaju Fistaszki. Pierwsze spotkanie (moja miłość do Fistaszków trwa do dzisiaj, więc było to całkiem istotne "spotkanie", które zadecydowało o moich późniejszych wyborach czytelniczych). Choć, jeśli mam być szczera, nie pamiętam już, który z tych panów był pierwszy: Suehiro Maruo czy Junji Ito; prawdopodobnie odkryłam ich mniej więcej w tym samym czasie. Zakładam jednak, że Maruo. Jego dzieła zmieniły wówczas mój pogląd o mandze, komiksie i Japonii w ogóle, pchnęły na inne tory. Głębiej zainteresowałam się kulturą Japonii, jej literaturą, filmem, historią, mentalnością zamieszkujących ją ludzi. Nie przeczę, że szczególnie pociągały mnie jej ciemne strony i różne ich oblicza. Od niektórych rzeczy od razu się odbiłam, w niektórych siedzę do dzisiaj. 

Dzięki Maruo poznałam męża. Ale to już inna historia.

Przez te siedem lat, o których wspomniałam, zostało u nas wydanych wiele komiksów erotycznych, trudno w nich jednak szukać przedstawiciela erotycznej groteski. W poszukiwaniu choć szczypty ero-guro miałam okazję zapoznać się z pracami najbardziej znanych u nas twórców, jak Milo Manara, Guido Crepax czy Paolo Serpieri. Niestety, autorom tym daleko do japońskiego nurtu. Manara na dzień dobry odrzucił mnie sposobem rysowania kobiecej twarzy (tak, przesadzam, ale wszystkie kojarzą mi się z ryboludźmi Lovecrafta). Crepax nawet wzbudził moje zainteresowanie, choć jego sposób rysowania postaci ludzkich też pozostawia wiele do życzenia. W Polsce nakładem wydawnictwa Mireki ukazały się m.in. jego Wenus w futrze, Justyna i Historia O. Wszystkie posiadam w mojej kolekcji. Niemniej jednak, mimo iż są to komiksowe adaptacje klasycznych pozycji literatury zakazanej, o ero-guro nawet się nie otarły. 

mojabibliofilia.blogspot.com
Trzeci ze wspomnianych Włochów, Paolo Eleuteri Serpieri, początkowo skradł moje serce serią Druuna, erotycznym science fiction, który powala stroną graficzną. Tom pierwszy wciąga i frapuje, głównie dzięki bogactwu wykreowanego w nim świata. Lecz im dalej w las, tym gorzej. Wprawdzie główna bohaterka, tytułowa Druuna, od początku nie grzeszy intelektem, z czasem jednak lepiej całkiem odpuścić sobie dialogi z jej udziałem i skupić się na oglądaniu ładnych obrazków. A to z czasem nuży. Komiks ostatecznie okazuje się ładną wydmuszką z idiotyczną fabułą. Więcej, sama Druuna okazuje się być idiotką, której jedynym walorem jest duża dupa (może poza drugim walorem, jakim jest jej duży biust). Pomysłowości Serpieriemu zaiste trudno odmówić, odnoszę jednak wrażenie, iż jest to przede wszystkim wybitny rysownik i ilustrator, nie pisarz, na którego się porwał. Zdaję sobie sprawę, iż Druuna jest jedynie projekcją fantazji autora, lecz opieranie fabuły na dużym zadzie to ździebko za mało, nawet jak na komiks erotyczny. Ale może oczekuję zbyt wiele po tym gatunku. Może się nie znam. Może gdybym była mężczyzną, patrzyłabym na to inaczej. Dużo tych "może". A może po prostu nie jest to dla mnie. W każdym razie seria Druuna rozczarowała mnie i sprzedałam ją bez żalu.

mojabibliofilia.blogspot.com
Po latach poszukiwań zaczynam podejrzewać, że ero-guro to stan umysłu, tożsamy jedynie Japończykom. Nie chodzi tu jednak o kategoryzowanie. Prace innych mangaków nie przypadły mi tak bardzo do gustu. Za bardzo epatowały przemocą, bezrozumną i bezcelową. W tym szaleństwie nie było metody. W związku z tym nasuwa się oczywisty wniosek: nie ma co zadowalać się substytutami, Suehiro Maruo jest tylko jeden. Tylko on łączy erotykę z okrucieństwem w poetycką, pięknie zilustrowaną opowieść. Nie ma innych podobnych do niego autorów, albo ja ich nie znam. Zakupiłam zatem pierwsze dostępne na rynku tytuły, które wyszły spod jego ręki: Panorama-tō Kidan w języku angielskim (The Strange Tale of Panorama Island) oraz dwa tomy Warau Kyūketsuki w języku francuskim (Vampyre). O ile z czytaniem po angielsku jeszcze sobie jakoś radzę, francuski jest mi obcy niczym średniowieczna alchemia. W języku tym znam może trzy słowa. Dlatego miałam spore obawy związane z zakupem Vampyre. Od dawna z zapartym tchem śledziłam publikacje francuskiego wydawnictwa Le Lézard Noir, którego nakładem ukazało się wiele tytułów Maruo. Za każdym razem były to tomy wydane z dbałością o najmniejszy szczegół: szyte, na dobrej jakości offsecie, często w twardej oprawie. Długo czaiłam się na te mangi i zazdrościłam Francuzom - że mają takie wydawnictwo, że jak się chce, to można. Nie będę odkrywcza, twierdząc, że polski rynek komiksowy w porównaniu z francuskim dopiero raczkuje, bo to banał. Każdy zainteresowany komiksem to wie. Mnie braki na rodzimym rynku dotknęły jednak w tym konkretnym przypadku. Pamiętam, jak narzekałam, że Junji Ito nie jest wydawany w Polsce - i wydawca odpowiedział, a dokładniej JPF. Na dzień dzisiejszy ukazało się u nas siedemnaście pozycji tego autora, w co trudno byłoby mi kiedyś uwierzyć. Ito jest jednak mangaką odmiennym od Maruo, łatwiejszym w odbiorze. W jego komiksach duży nacisk kładziony jest na horror, grozę. Erotyki nie znajdziesz w nich wcale. I może tu leży pies pogrzebany, bo w kulturze zachodniej lepiej przyswaja się przemoc niż seks. A jeśli już seks, to w zdrowym, przaśnym wydaniu. Wszelkie dewiacje są tabu i fe.

mojabibliofilia.blogspot.com
W końcu chęć posiadania Maruo zwyciężyła nad rozsądkiem i stwierdziłam, że jeśli już mam zakupić jego mangi w języku, którego nie rozumiem, niech będzie to coś, co znam i lubię najbardziej - stanęło na Vampyre, mandze, którą czytałam na internetowych skanlacjach w języku angielskim. Jest to również pierwsza manga Maruo, jaką przeczytałam w ogóle - to od niej wszystko się zaczęło. Było to w minionym roku. Sam zakup okazał się dość łatwy, bo przez stronę Libristo.pl, która oferuje komiksy i książki w różnych językach, nie tylko francuskim. Tomy kupowałam osobno i przyszły one w dwóch paczkach. Były w dość dobrym stanie, choć pakowanie w tym sklepie nie należy do najlepszych - mangi były wprawdzie włożone w karton, ale bez żadnego dodatkowego zabezpieczenia typu folia ochronna lub papier. Gdyby były na nich wgnioty i inne uszkodzenia, poważnie bym się zdenerwowała. Chyba zwyczajnie dopisało mi szczęście.

mojabibliofilia.blogspot.com
Trochę mniej szczęścia miałam z 
The Strange Tale of Panorama Island, mangą Maruo, którą kupiłam jako pierwszą - dwa lata wcześniej na eBayu. Była to jedna z nielicznych dostępnych wówczas mang w języku angielskim. Za istotny atut przy wyborze tego tytułu uznałam formę wydania - twardą oprawę - oraz iż jest to adaptacja powieści Edogawy Ranpo. Nie jest to jedyna manga, jaką Maruo popełnił w oparciu o prozę mistrza japońskiego kryminału. Rok po Panorama-tō Kidan wydał on Imomushi, która ukazała się we Francji również nakładem Le Lézard Noir (La Chenille). Zdecydowałam się jednak zakupić pierwszy tytuł, głównie ze względu na bardziej zrozumiały dla mnie język i fakt, że Imomushi wcześniej czytałam (ach, te skanlacje), a o The Strange Tale of Panorama Island wiedziałam niewiele. Komiks, wrzucony luzem do kartonowego pudełka, przyszedł wprawdzie trochę poobijany, nadal uważam jednak, iż był to dobry wybór.

Manga opowiada historię Hitomi Hirosuke, pisarza, który przejął tożsamość swojego zmarłego przyjaciela. Dysponując jego fortuną, Hirosuke buduje na wyspie Nakanoshima park rozrywki - swój własny, prywatny raj. Jest to miejsce pełne ekstrawaganckich budowli i nagich kobiet, gdzie szampan leje się strumieniami, a wyuzdane orgie są codziennością. Początkowo wszystko układa się zgodnie z planem Hirosuke, jednak z czasem jego kłamstwa wychodzą na jaw. Czy oszusta spotka zasłużona kara? Cóż, u Maruo wszystko jest możliwe, więc zakończenie potrafi zaskoczyć... a może jednak nie?

The Strange Tale of Panorama Island jest jest jedną z "lżejszych" pozycji Suehiro Maruo i, gdyby ktoś mnie zapytał, mogłabym polecić ją czytelnikom początkującym z autorem. Jest tu mniej makabry niż w innych pracach Maruo i trochę erotyki, szczególnie w dalszej części opowieści. Posiada też mało cech charakterystycznych dla ero-guro. Możliwe, iż jest to podyktowane fabułą powieści Edogawy Ranpo, na której jest oparta manga. Tego nie wiem, ponieważ nie mam porównania - powieść dotychczas nie ukazała się w Polsce. Manga zawiera również elementy typowe dla Maruo: cyrkowa trupa, mord na pięknej kobiecie, zestawienie śmierci z pięknem i bogactwem życiodajnej przyrody. Dzieje się też w ulubionych przez autora czasach, w początkach ery Shōwa (powieściowy pierwowzór Ranpo ukazał się w 1926 r.).

Vampyre i The Strange Tale of Panorama Island są na razie jedynymi mangami Suehiro Maruo, jakie posiadam w mojej kolekcji, lecz na pewno nie ostatnimi. Nadzieja matką głupich, ale po cichu wciąż liczę na to, że jakiś wydawca w końcu podejmie stosowne kroki zmierzające do tego, by Maruo zaistniał w naszym kraju. Skoro publikowany jest w językach francuskim, hiszpańskim, włoskim czy angielskim, dlaczego nie w polskim? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi, niech przyszłość pokaże.

________________________________________________

Suehiro Maruo The Strange Tale of Panorama Island
Wydawnictwo: Last Gasp
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 272
Oprawa twarda

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com


mojabibliofilia.blogspot.com






Suehiro Maruo Vampyre, tom 1 i 2
Wydawnictwo: Le Lézard Noir
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 240 (1 tom), 288 (2 tom)
Oprawa twarda



mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com
        
mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com

mojabibliofilia.blogspot.commojabibliofilia.blogspot.com




_____________________________________________





niedziela, 27 kwietnia 2014

Suehiro Maruo: Yume no Q-Saku

Surrealizm i pornografia

                                                     Sadyzm i oniryzm



Zbiór krótkich opowieści graficznych, balansujących na cienkim ostrzu erotyki i pornografii. Kwintesencja ero-guro. Bardziej sny, niż realne historie, niektóre dość oszczędne w fabułę, choć są i takie, które obrazują bardziej konkretną historię. Mocna rzecz. Śmiem uznać, że dla wielu zbyt mocna. Zdecydowanie o wiele bardziej obfituje w seks i przemoc niż The Laughing Vampire. Fantazje lubieżnego umysłu podane w poetyckiej formie; nasze wstydliwe potwory ukryte przed światem - pielęgnowane w ciemności, chłodne, ascetyczne i perwersyjne. Tu wszystkie dziewczęta są blade, a chłopcy piękni i smukli. Każdy posiada również jakiś defekt - dosłownie. Owszem, śliczna twarz skrywa niekiedy ohydne oblicze, lecz Maruo nie pozostawia owej "skazy" w sferze domysłów. Bohaterowie jego historii często są okaleczeni lub noszą znamiona choroby, jakby plugawy umysł nie tylko dominował nad ciałem, lecz również przez nie wyrastał... Czytając tę mangę trudno oprzeć się wrażeniu, iż jesteśmy widownią świetnie rozplanowanej inscenizacji szoku, teatru kabuki. Nawet najbardziej sugestywne sceny Yume no Q-Saku sprawiają wrażenie oderwanych od rzeczywistości. To, czy dajemy im się porwać lub nie, zależy wyłącznie od estetyki, ku której się skłaniamy.

DEE DEE DEE, THE TRAIN GOES
SCREECH...
WE ARE BLACK SUNLIGHT,
A VORTEX OF ANAL SWEAT 
IN THE SUCKLING SKY

Okładka francuskiego wydania Lézard Noir
Źródło: http://www.lezardnoir.com


Przykładowe plansze:

Wypadałoby na koniec rzec parę słów o autorze. 
Urodzony w roku 1956, Suehiro Maruo jest japońskim artystą - malarzem, ilustratorem, autorem undergroundowych mang, plakatów teatralnych i okładek albumów. Poruszając się w nurcie erotycznej groteski, Maruo tworzy obrazy graficznej przemocy i seksu. W kręgu wielu jego inspiracji znaleźć można zarówno muzan-e (zbiór krwawych drzeworytów z XIX wieku, przedstawiających sceny morderstw i tortur, opartych na wydarzeniach z historii i teatrze kabuki), jak i niemiecki ekspresjonizm, twórczość Bataille'a (Historia oka - echa tego opowiadania są wyraźnie obecne w Yume no Q-Saku), Bellmera czy Ranpo Edogawy (na podstawie jego powieści powstały takie mangi Maruo, jak Strange Tale of Panorama Island i The Caterpillar - Imo-Mushi). W jego pracach widać też wyraźną fascynację wszelkimi dziwactwami, deformacjami ludzkiego ciała i cyrkowymi freakami. Rzadko wydawany poza Japonią, zyskał na świecie status twórcy kultowego. Historie Maruo zwykle osadzone są w początkach japońskiej ery Shōwa (1926-1989) - podobnie rzecz się ma w przypadku Yume no Q-Saku.


"I WISH I'D BEEN BORN RETARDED, CRIPPLED...
BUT I'M NO GREGOR SAMSA... I'M NOT EVEN 
ASHITA-NO-JO! 
HOW I WISH I COULD WAKE UP ONE MORNING AS
A BEETLE..."



czwartek, 24 kwietnia 2014

Suehiro Maruo: The Laughing Vampire

The Laughing Vampire (jap. Warau Kyuuketsuki) to typowy przedstawiciel japońskiego nurtu ero-guro (erotic grotesque nonsense): przemoc, erotyzm i wszelkie dziwactwa wyciekają wręcz z kart tego komiksu.
Ze względu na makabrę i sceny seksu manga jest przeznaczona wyłącznie dla czytelników dorosłych.

W dwóch tomach autor Suehiro Maruo zawarł opowieść o japońskich wampirach, żerujących nocą na ulicach Tokio (w tomie drugim wielkomiejska akcja przenosi się na prowincję). Fabuła skupia się na trojgu nastolatkach, uczęszczających do tego samego liceum: młodym, świeżo przemienionym wampirze Konosuke Mori, podpalaczu Sotoo Henmi i Lunie, nieśmiałej dziewczynie "z problemami". Znają się jedynie z widzenia i nic ich nie łączy, z czasem jednak ich drogi skrzyżują się w feerii nienawiści, miłości i gniewu.
A dokładniej, połączy ich morderstwo.


Mangę otwiera opowieść Rakudy Onny, starej wampirzycy, która wypatrzyła na ulicy Konosuke i przywiodła go do swego domu, by udzielić mu daru wiecznego życia. To ona wybrała chłopca na swego towarzysza. Z jej opowieści dowiadujemy się, że sto lat wcześniej została zlinczowana przez rozwścieczony tłum. Powieszona, powstała z grobu jako wampir. W następnych rozdziałach obserwujemy transformację chłopca, który ze zwykłego nastolatka staje się wyzbytym litości drapieżnikiem. Jeśli ktoś spodziewa się akcji czy rozterek zbliżonych do znanych z popkultury historii przeznaczonych dla młodzieży, ten jest w grubym błędzie. Mamy tu bowiem do czynienia z wszelkim brudem, jaki może stworzyć człowiek i jego wyobraźnia. Suehiro Maruo niewiele nam oszczędza, obficie serwując w swej opowieści gwałty, orgie, mordy, kąpiele w krwi niemowląt i wszystko to, z czym może się wiązać erotyczna groteska. Koleżanki Luny ze szkoły prostytuują się, a Sotoo, podpalacz grasujący nocami na ulicach Tokio, okazuje się być, moim skromnym zdaniem, największym degeneratem ze wszystkich postaci przewijających się przez karty komiksu.

Co mnie zachwyciło w tej opowieści, to jej strona wizualna, choć fabularnie manga też trzyma wysoki poziom. Postacie rysowane są realistycznie, a tło jest dopracowane. Co więcej - w sposobie przedstawienia postaci widać wyraźną inspirację autora niemieckim ekspresjonizmem. Cienie na ludzkich twarzach, ich mimika, sugestywność i sposób wyrazu tworzą niezwykły efekt plastyczności, w której czarno-biała stylistyka mangi, oparta głównie na sile kontrastu, kreuje niepokojący, intensywny klimat.


Muszę powiedzieć, że tom pierwszy mnie opanował. Nie przerwałam czytania, dopóki nie skończyłam około trzeciej nad ranem. W miarę lektury bowiem obrzydzenie miesza się fascynacją, a ohyda z pięknem.
Wiele zależy tu od czytelnika, od jego tolerancji na sprawy, na które przeciętny człowiek niekoniecznie miałby ochotę patrzeć. Cóż, ero-guro nie jest popularnym gatunkiem i ma wąskie grono odbiorców. Pisząc tę recenzję, zdaję sobie sprawę, że manga zapewne niewielu przypadnie do gustu. Mnie zachwyciła.


Tom drugi przyniósł natomiast lekkie rozczarowanie. To już inna historia, choć bohaterowie ci sami. A może po prostu przedstawiona w niej opowieść nie była dla mnie dość przekonująca. Dzięki zakończeniu wampiryzm nabrał smaku goryczy, a nieśmiertelność przestała być atrakcyjna, jak wcześniej - stąd pewnie mój brak usatysfakcjonowania. The Laughing Vampire spokojnie mógłby zakończyć się na jednym tomie: wtedy byłoby to dzieło idealne.


Najbardziej żałuję, iż tytuł ten jest tak trudno dostępny. W Polsce nie został dotąd wydany, podobnie zresztą jak pozostałe mangi Maruo. Nie wiem nawet, czy cokolwiek z tego nurtu funkcjonuje na naszym rynku wydawniczym - w co wątpię - a powiem szczerze, że ero-guro bardzo przypadło mi do gustu. Typowe. Zwykle muszą spodobać mi się rzeczy na tyle niszowe, że nigdzie nie mogę ich dostać. Nasuwa się jednak pytanie - czy w kraju jak Polska mangi pokroju The Laughing Vampire mają prawo w ogóle zaistnieć? 

Nawet na rynku anglojęzycznym jest ich niewiele. Przekopałam Internet i odkryłam francuskie wydawnictwo Lézard Noir, które Maruo wydaje - lecz co z tego, kiedy francuskiego nie znam. Nie ukrywam, że udało mi się zapoznać z jego twórczością tylko dzięki fanowskim translacjom w języku angielskim, umieszczonym w sieci. Choć może nadzieja niekoniecznie matką głupich... Kto wie, może za kilka lat coś u nas ruszy w tym kierunku. Tak samo ubolewałam kiedyś, że w Polsce nie wydaje się Junji'ego Ito, a tu proszę - J.P.Fantastica w 2011 roku podjęła pierwsze ostrożne kroki dla wypełnienia tej luki i wydała Uzumaki, chyba najbardziej rozpoznawalną mangę tego autora. Dalej poszło jak z górki: Gyo, Black Paradox, a latem tego roku ma się ukazać Hellstar Remina. J.P.F. ma poza tym całkiem zacne (i potwierdzone) plany wydawnicze odnośnie kolejnych dzieł Ito.

Przykładowe plansze:



W przyszłości postaram się szerzej omówić twórczość Suehiro Maruo, który, obawiam się, jest w Polsce mangaką kompletnie nieznanym.

_______________________________________________