Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2015

Julian Stryjkowski: Głosy w ciemności

W ostatnich miesiącach dołączyło do mojej kolekcji kilka interesujących pozycji, których poszukiwałam od dłuższego czasu. W Przemyślu książki te były nie do zdobycia, zapuściłam się więc, jak zwykle, w Internet, śledząc aukcje i czekając na egzemplarze odpowiadające mi nie tylko cenowo, ale i pod względem kondycji. Że jestem wymagającym bibliofilem - to już wiecie. No cóż... Czy może być bibliofil niewymagający?

Przyznam, że moje zakupy, jak dotąd, były w tym roku niezwykle owocne. Odnalazłam na aukcjach prawdziwe perełki, jak Głosy w ciemności Juliana Stryjkowskiego, Dzwon Iris Murdoch, czy Iskrę życia Remarque'a. Nadzieja, jak widać, nie tylko matką głupich, a cierpliwość popłaca. Wydanie Głosów w ciemności, które upolowałam, jest bezdyskusyjnie najpiękniejszą książką Stryjkowskiego, jaka ukazała się na polskim rynku księgarskim: twarda okładka o stonowanym i nie rzucającym się w oczy projekcie graficznym ma w sobie klasyczną estetykę, adekwatną do autora i tematyki jego powieści. Faktura oprawy jest lekko ziarnista i ciekawa w dotyku, a papier, mimo swych szesnastu lat, zachował oryginalną biel. Blok książki jest szyty, czcionka dobrana idealnie. Żadnych wad czy błędów wydawniczych nie widzę. 

Egzemplarz, który obecnie posiadam, jest już drugim, jaki nabyłam w ciągu ostatniego roku, gdyż nie do końca byłam zadowolona ze stanu poprzedniego. A co, mogłam sobie pozwolić, gdyż cena niewielka - Stryjkowski nie jest w Polsce zbyt popularnym pisarzem. Usłyszałam o nim kiedyś: "Nie dość, że gej, to jeszcze Żyd i komunista". Płytkie to określenie dla człowieka, płytkie i prostackie. I tak bardzo polskie - mimo rzekomej tolerancji, o której radośnie zapewniają nas media. Może w Warszawie jest inaczej, ale ja żyję w innej rzeczywistości, podobnie jak reszta kraju. Powiedziałabym, że czytanie Stryjkowskiego jest kwestią nie tylko światopoglądu, ale również pewnej wrażliwości. By go polubić, trzeba mieć jednak choć gram zamiłowania do dziejów i kultury żydowskiej oraz umieć docenić specyficzny klimat galicyjskich miasteczek i Kresów Wschodnich, skąd Stryjkowski pochodził. Historie przez niego opisywane są często osadzone w środowisku Żydów początku XX wieku, gdzieś na ubogiej prowincji. Większość z Was pewnie kojarzy najbardziej znaną powieść Stryjkowskiego, Austerię, i jej równie udaną ekranizację z 1982 roku. Ten sam klimat odnajdziecie w Głosach w ciemności.

Tytuł ten jest jego powieściowym debiutem, ukończony bowiem w roku 1946, nie został wówczas dopuszczony do druku przez cenzurę. Jest zarazem pierwszą częścią tetralogii galicyjskiej Stryjkowskiego, w skład której wchodzą następnie Austeria, Sen Azrila i Echo. 
___________________________________________








Julian Stryjkowski Głosy w ciemności
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1999
Opracowanie graficzne: Andrzej Heidrich
Oprawa: twarda
Liczba stron: 413
Na okładce reprodukcja obrazu Roberta Guttmanna
_____________________________________________________





środa, 17 czerwca 2015

Stefan Chwin: Esther

Esther zamierzałam kupić od dawna, bardzo dawna. Kiedyś, w odległych czasach liceum zaczęłam romansować z klubem Świat Książki, który to romans trwał lat kilka i pozostawił po sobie nie tylko słodko-gorzki posmak ale i kilkanaście świetnie wydanych klasyków na mej półce. Pokusiłam się wówczas m. in. na Henemanna Stefana Chwina, który to, kupiony całkiem spontanicznie, zachwycił mnie. Do dzisiaj wspominam tę książkę z olbrzymim sentymentem i jakąś dziwną nostalgią za Gdańskiem, miastem, w którym nigdy nie byłam.

Później Chwina nie czytałam wcale. Miałam wprawdzie apetyt na więcej, ale jakoś nie pociągała mnie tematyka jego pozostałych powieści. Zalęgła się we mnie obawa, iż nic już nie przebije literackiej wirtuozerii Hanemanna, mojego faworyta. Pewnie popełniłam w tym miejscu błąd, nie próbując nawet zestawić ze sobą dwóch tekstów - ot tak, dla porównania. Unikałam po prostu rozczarowania. Tak było do momentu, w którym natrafiłam na Esther, powieść traktującą również o przeszłości, plastyczną widokówkę innego starego miasta, Warszawy, uchwyconą w kolorze sepii.

Nie zrozumcie mnie źle, gdyż jeszcze nie czytałam Esther. Od kilku miesięcy czeka w biblioteczce na stosowną chwilę. Moja opinia wynika jedynie z pobieżnego przejrzenia powieści, z pierwszego wrażenia, jakie odniosłam. Nie jest to jedna z tych pozycji, które zalicza się, odfajkowuje z listy "do przeczytania". Zresztą rzadko umieszczam tu recenzje, jak zdążyliście już zauważyć. Uważam, że inni robią to znacznie lepiej. Skupię się zatem na cechach wydania.

Głównym powodem, dla którego wybrałam to, a nie inne, są zawarte w nim fotografie Warszawy przełomu XIX i XX wieku, miejsc często już nieistniejących, Warszawy dawnej i zapomnianej. Tego rodzaju dodatki - zdjęcia czy ilustracje - zawsze uatrakcyjniają wydanie i stanowią dla mnie cechę decydującą o jego zakupie. Przyznam, że wcześniej planowałam zaopatrzyć się w egzemplarz ze Świata Książki, gdyż posiadam Hanemanna od tego właśnie wydawnictwa. Przypadkiem natrafiłam jednak na jakiś blog, którego autorka nie dość, że interesująco zrecenzowała powieść, zamieściła w nim też zdjęcia samej książki. Wówczas to dowiedziałam się o istnieniu wersji ilustrowanej fotografiami, na którą natychmiast się połasiłam. Nigdzie indziej nie spotkałam się z tego rodzaju informacją. Próbowałam później odnaleźć ten blog, ale, niestety, nie udało się.
Cóż poza tym mogę dodać? Jest to typowe wydanie w twardej oprawie, szyte, z odpowiednio dobraną czcionką, nie za małą i nie za dużą (w jakiej lubuje się np. Albatros). Posiada dobry gatunkowo papier, który w ogóle nie pożółkł. Esther w odsłonie gdańskiego Tytułu ukazała się wprawdzie dość dawno, bo szesnaście lat temu, pojawia się jednak czasem w antykwariatach lub na aukcjach internetowych. I, zależnie od gustu czytelników, mamy do wyboru wersję w miękkiej lub twardej oprawie. 


 



        
 

 
Stefan Chwin Esther
Wydawnictwo: TYTUŁ
Rok wydania: 1999
Projekt okładki i opracowanie graficzne: Tomasz Bogusławski
Oprawa: twarda
Liczba stron: 346

 
  


Tak na marginesie: przydarzyła mi się niedawno frapująca rzecz, a mianowicie miejsce, w którym pracuję, odwiedził we własnej osobie autor Esther. Towarzyszyła mu jego wieloletnia małżonka, poetka i wydawca Krystyna Chwin. Mile mnie to zaskoczyło. Nie wiedziałam, że para gdańskich literatów zamierza zagościć w Przemyślu. Wprawdzie nie udało mi się poprosić pana Stefana o autograf (nieśmiałość mnie pożarła), pierwszy raz jednak miałam okazję spotkać się twarzą w twarz z pisarzem, którego autentycznie szanuję.

___________________________________________________