Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2015

Książka obiektem designerskim

Do napisania tego postu skłonił mnie wywiad z Przemkiem Dębowskim, przeczytany w portalu Lubimyczytac.pl. Kim Przemek Dębowski jest, każdy szanujący się bibliofil wie, mało bowiem w Polsce równie utalentowanych projektantów książek i okładek książkowych, co on. Twórca to zacny i oryginalny, prawdziwy artysta w swym fachu. Na dodatek - współwłaściciel wydawnictwa Karakter, które założył wraz z Małgorzatą Szczurek i Magdaleną Hajduk-Dębowską. I nawet jeśli nazwa ta nie obiła się Wam o uszy, okładki Karakteru musiały rzucić się Wam w oczy. Przyciągają wzrok jak czerwoni diabli, tańcujący na białym księżycu.

"Jeśli romans, to musi być dziewczyna i kwiat", bo o tym wywiadzie mowa, nasunął mi kilka trafnych spostrzeżeń odnośnie rynku wydawniczego w Polsce. Przyznam, że nie znam go od podszewki, a jedynie z perspektywy zwykłego konsumenta. Z większością uwag Dębowskiego trudno się jednak nie zgodzić. 
Okładki Dębowskiego znam, zanim jeszcze poznałam jego nazwisko. Nie są do siebie podobne, lecz w każdej z nich lub w serii jest coś wybitnie nietuzinkowego, na tyle charakterystycznego, że natychmiast nasuwa się podejrzenie, kto może być autorem projektu. Niestety, świadczy to jedynie o tym, jak ubogi jest nasz rynek, jak bardzo zdominowany przez dużych wydawców. Okładki mają być banalne, przeciętne i stereotypowe, mają wtapiać się w bezpieczną konwencję, trafiać w szerokie gusta a nie wąskie, wysublimowane. Nie ma w nich miejsca na ryzyko związane z ambitnym projektem. Ale czy chodzi tu tylko o atryzm, o piękno szaty graficznej? Wg Dębowskiego, dobra okładka powinna być przede wszystkim adekwatna do tematu i nastroju książki. Istotna jest również materia, z jakiej wykonana jest książka. Przy zakupie sama zawsze zwracam uwagę na takie szczegóły, jak rodzaj papieru, obwoluta, faktura okładki, czy jest ona lakierowana czy pokryta np. płótnem. Czy ma złocenia, a może jakieś tłoczenia - nie do każdego rodzaju literatury pasuje taki styl wydania. Czasem okładka posiada skromną szatę graficzną, by wewnątrz zadziwić barwną i niespotykaną wyklejką. Ważny jest format książki, który determinuje pozostałe elementy, jak choćby rozmiar czcionki. Książka, podobnie jak każde inne dzieło sztuki, jest tworem, w którym liczy się całość - nie szczegół, lecz ich harmonia. Można nazwać to po prostu estetyzmem. 

Odnoszę wrażenie, że książka papierowa na powrót staje się czymś cennym. I nie powielam tu spostrzeżeń Dębowskiego - choć z nim się zgadzam - lecz przedstawiam swoje własne. Od dawna nie kupuję każdej książki, którą chcę przeczytać. Nie wszystko, co warte uwagi, postawiłabym na swojej półce, głównie z powodu wydania. Zwykle też korzystam z czytnika, nawet jeśli posiadam papierowy egzemplarz. Do bibliotek nie chodzę, taką już mam fanaberię. E-book nie jest dla mnie problemem ani nowomodnym wyrokiem na książkę drukowaną. Stanowi raczej wygodny substytut tego, co świadomy czytelnik i tak będzie kupował w tradycyjnej formie. Z powodu zalewu rynku wydawniczym śmieciem dobrze "ubrana" książka staje się czymś bardziej pożądanym i wartościowym. Nie jest jeszcze towarem ekskluzywnym, lecz całkiem możliwe, że takim się stanie w przyszłości. Może również dojść do sytuacji, gdy o prestiżu autora świadczyć będzie to, czy jest on publikowany w formie papierowej, czy też nie.

"Wydajemy, co się nam podoba", mówi o sobie krakowski Karakter, co zresztą potwierdza każdą swą kolejną pozycją. Są to nie tylko tytuły ciekawie wydane, lecz przede wszystkim nieszablonowe: literatura piękna z dalekich Europejczykowi rejonów świata, książki o architekturze i projektowaniu graficznym, literatura faktu i esej. Ale Przemek Dębowski to nie tylko Karakter. Współpracuje on z innymi wydawnictwami, co owocuje również i tym, że nie do końca decyduje o finalnym obliczu swoich okładek. Tzn. decyduje, ale idąc na kompromis. Poddaje się obowiązującym trendom, po swojemu je uatrakcyjniając. Dlaczego? Ponieważ nie zawsze udaje się przepchnąć w pełni autorski projekt. Przykładem takiej sytuacji są okładki z wałbrzyskiej serii Joanny Bator, które zostały odrzucone przez W.A.B.


Okładki te są wspólnym dziełem Przemka Dębowskiego i Wojtka Kwietnia-Janikowskiego. Podobno były za smutne. W.A.B. jednak ogarnął się i we wznowieniu zajęły już należne im miejsce.
Pomyśleć, że pokonało je coś takiego...



Dębowski zaprojektował również dla Wydawnictwa Literackiego okładki do dzieł Stanisława Lema, które natychmiast zyskały szerokie uznanie. Stanowią one jedne z jego najbardziej cenionych, rozpoznawalnych projektów - ja, maruda, wolałabym trochę lepszą jakość wydania. 



_________________________________________________________

Poniżej przedstawię przykłady projektów książek autorstwa Dębowskiego. Jak mówił w jednym z wywiadów przeprowadzonych rok temu, zaprojektował dotąd około trzystu okładek, około 50-60 rocznie. Wlicza w to okładki zrealizowane, wydane, inaczej byłoby ich znacznie więcej. Co ważne, jedynie w Karakterze może pozwolić sobie na zaprojektowanie całości książki, a nie tylko okładki. Ich wartość oceńcie sami.   




Najnowszy Albert Camus od W.A.B. 
Projekt: Przemek Dębowski i Wojtek Kwiecień-Janikowski.





Znów wydawnictwo W.A.B. 
Tym razem okładki do Milana Kundery; minimalizm i prostota. 
Projekt: Przemek Dębowski i Wojtek Kwiecień-Janikowski.









Design od Karakteru.
Z całą pewnością jedne z tych książek,
które kupiłabym z powodu okładki.





Italo Calvino i W.A.B.
Projekt: Przemek Dębowski.


Na koniec zachowałam jedne z najbardziej kontrowersyjnych projektów Dębowskiego, wykonanych z Wojtkiem Kwietniem-Janikowskim dla Świata Książki z okazji 20-lecia istnienia wydawnictwa. Tym razem obejdzie się bez superlatyw, gdyż owoc ich współpracy spotkał się ze skrajnymi opiniami czytelników. Projekty grafików znalazły się na okładkach dwudziestu książek polskich autorów, które ukazały się jesienią 2014 roku jako "Kolekcja 20-lecia". Ich nakład jest limitowany, dodruków nie będzie, stanowią więc łakomy kąsek dla kolekcjonerów. Nie dla mnie. Taki już mój subiektywny wybór, a kryteria, którymi się kieruję, zachowam lepiej dla siebie. Wnioskując z komentarzy w sieci, większość osób jest jednak na nie - i wcale mnie to nie dziwi. Moje odczucia są, delikatnie mówiąc, ambiwalentne. 








Na koniec zapraszam do przeczytania wywiadu z Przemkiem Dębowskim, który ukazał się 23 listopada 2013 r. w serwisie Lubimyczytac.pl (link). A jeśli nadal będzie Wam mało, zajrzyjcie na Dwutygodnik.com, gdzie znajdziecie kolejną wyczerpującą rozmowę o książkach i designie (link).

___________________________________________________
Zamieszczone tu zdjęcia pochodzą ze stron głównych wydawnictw:
www.wydawnictwoliterackie.pl
www.gwfoksal.pl/wydawnictwo/w-a-b/
www.swiatksiazki.pl
oraz
www.facebook.com/przemekdebowski
www.facebook.com/Wydawnictwo.Karakter


środa, 12 listopada 2014

Zakupy: podsumowanie sierpnia i września

Ostatnio moje zakupy zostały zdominowane przez literaturę Dalekiego Wschodu. Nie do końca taki był mój niecny plan, po prostu wykorzystałam nadarzające się okazje. Są to książki kupione może nie za bezcen, ale śmiesznie niskie kwoty, przy których ceny z okładek to jakaś kpina.

_________________________________________1

Kim Youngha Wampir i inne opowiadania
Przekład: Choi Sung Eun (Estera Czoj) i Beata Kang Bogusz
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Rok wydania: 2009
Projekt okładki: Studio Graficzne, Wydawnictwo JEDNOŚĆ
Oprawa: miękka
Liczba stron: 176




W zasadzie nie mam żadnych uwag co do tej pozycji. Jest to standardowe wydanie w miękkiej oprawie (bez skrzydełek) ze stonowaną i dość neutralną okładką, która może i nie powala konceptem, ale też, co najważniejsze, nie razi kiczem. Oprócz opowiadań książka zawiera wstęp od tłumaczy, opisujący twórczość Kim Youngha, który stanowi wprawdzie krótkie, ale potrzebne wprowadzenie do lektury Wampira.
Jedynym minusem wydania jest rozmiar czcionki, która jest za mała i psuje komfort czytania.

_________________________________________2

Yukio Mishima Złota pagoda
Przekład: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 1997
Projekt okładki: Janusz Obłucki
Oprawa: twarda
Liczba stron: 253

Tytuł dość rzadki i niespotykany, prawdziwy unikat. Dokonując zakupu tej książki miałam nieprawdopodobne szczęście - dosłownie kupiłam ją w dniu, w którym dowiedziałam się o jej istnieniu (przy tworzeniu spisu literatury japońskiej). A nabyłam ją za... 10 zł (plus koszt przesyłki).
Egzemplarz jest używany, ale w bardzo dobrej kondycji. Od razu widać, że poprzedni właściciel potrafił zadbać o swój księgozbiór. Mimo upływu siedemnastu lat kartki są wciąż białe i ani trochę pożółkłe, co tylko świadczy o wysokiej jakości wydania.
Dodam, że książka przywędrowała do mnie z Warszawy. Kupiona na Gumtree.pl.



_________________________________________3

Natsuo Kirino Groteska 
Przekład: Witold Kurylak
Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2008
Projekt okładki: Wydawnictwo Sonia Draga
Oprawa: miękka
Liczba stron: 630

W pełni satysfakcjonujące wydanie: przyciągający wzrok projekt graficzny okładki, dobrze oddający klimat powieści, biały papier - nie popularny "kremowy", czyli żółty - oprawa miękka ze skrzydełkami, odpowiedni rozmiar czcionki (przynajmniej w moim odczuciu, D. twierdzi, że jednak za mała). 
Książka przetłumaczona jest z języka angielskiego, nie japońskiego, co może mieć znaczenie.
O Grotesce pisałam już wcześniej (a raczej o perypetiach związanych z jej zakupem), stąd zdjęcia tej pozycji znajdziecie tutaj.

_________________________________________4

Yōko Ogawa Muzeum ciszy
Przekład: Anna Horikoshi
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2012
Projekt graficzny serii: Joanna Szachowska-Tarkowska
Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Wolna
Oprawa: miękka
Liczba stron: 292

Typowe wydanie w miękkiej okładce ze skrzydełkami. Strona graficzna prezentuje się dość dobrze. Muzeum ciszy należy do Serii z miotłą od W.A.B. - i muszę powiedzieć, że jej pozostałe tytuły w zdecydowanej większości wyglądają o niebo lepiej. Nie jest jednak tak źle. Podoba mi się koncept graficzny serii, a i projekt okładki tego konkretnego tytułu jest stonowany i taki... japoński, cokolwiek to znaczy (w przeciwieństwie do innej pozycji tej samej autorki wydanej przez W.A.B., która jest tandetna, krzykliwa i oderwana od treści). Wady? Przede wszystkim papier, na którym wydrukowano powieść, jest bowiem dość kiepski gatunkowo, kremowy, o ostrym, kwaśnym zapachu. W przyszłości na pewno zżółknie jeszcze bardziej.

Książkę tę, podobnie jak dwie następne, kupiłam (tanio to mało powiedziane) na Allegro.pl od użytkownika blebux, którego też szczerze polecam.




_________________________________________5

Hiromi Kawakami Pan Nakano i kobiety
Przekład: Anna Zalewska
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2012
Projekt okładki i stron tytułowych: Monika Klimowska (na podstawie koncepcji graficznej Zuzanny Lewandowskiej)
Oprawa: miękka
Liczba stron: 252

Kolejne typowe wydanie w miękkiej oprawie. Papier raczej kremowy, ponownie z rodzaju tych, co szybko żółkną. I ten sam kwaśny zapach. Jeszcze nie czytałam, trudno mi zatem powiedzieć, czy fotografia z okładki jakoś się ma do fabuły książki, no bo "pan Nakano" to raczej nie jest. Może więc narratorka powieści? Niestety, większość wydawców uważa, iż zdjęcie Azjatki na okładkę literatury chińskiej/japońskiej zdecydowanie wystarczy. Cóż, w tym wypadku na pewno nie odstrasza, ale też szczególnie nie zachęca.




_________________________________________6

Jacques Chessex Wampir z Ropraz
Przekład: Anna Topczewska
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2009
Projekt okładki i stron tytułowych: Lucyna Talejko-Kwiatkowska
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 89

Jedyny europejski rodzynek w tym azjatyckim sosie. Wampir z Ropraz to również jedyna wydana w Polsce powieść szwajcarskiego pisarza Jacques 'a Chessexa. Powieść, dodam, dość makabryczna. Ostrzeżenie wydawcy na okładce, jakoby miała być to książka dla czytelników o silnych nerwach nie jest bynajmniej na wyrost. Chessex nie oszczędza czytelnikowi precyzyjnych opisów ofiar nekrofilskich praktyk, choć mnie akurat najbardziej poruszyły - i odrzuciły - przedstawione tu praktyki innego rodzaju, jakie mogą spotkać dziecko z rąk zwyrodnialca. W zasadzie tak samo w książkach jak i w filmach nie toleruję tematyki pedofilii, budzi ona we mnie wręcz somatyczną odrazę, choć nie tylko dlatego czytało mi się tę powieść wyjątkowo opornie i ciężko. Bowiem czego tu nie ma - pedofilia, nekrofilia, kanibalizm, zoofilia... a wszystko to na zaledwie osiemdziesięciu dziewięciu stronach luźno wydrukowanego tekstu. Całość opisana suchym i beznamiętnym stylem, przypominającym reportaż - niepotępiający, obojętny, opowiedziany gdzieś "spoza" przez obserwatora wydarzeń. Brakuje wrażenia fikcji literackiej, może i stąd historia budzi takie emocje, przynajmniej w moim przypadku. Oparta jest zresztą na prawdziwych wydarzeniach, jakie miały miejsce w Szwajcarii na początku XX wieku. Ile w niej faktów, a ile fantazji autora, tego, niestety, nie wiemy.
Zaiste, mała, niepozorna, straszna książeczka. Kupiłam, ale nie chcę jej mieć. Przeczytałam - i żałuję. W prawdziwym życiu jest wystarczająco dużo syfu, by jeszcze o nim czytać. 
Co ciekawe, książkę tę wypatrzyłam w księgarni kilka lat temu. Rzuciłam się wtedy na nią jak kot na mysz, lecz ostatecznie nie kupiłam, nie wiem dlaczego. Dobrze ją jednak zapamiętałam i odnalazłam po latach na aukcjach Allegro.  
                                           


Akcja powieści dzieje się w 1903 roku, tym samym, w którym została wykonana fotografia "Dosia" [z mojego rodzinnego albumu].


Odnośnie jakości wydania nie mam najmniejszych zastrzeżeń: twarda oprawa z obwolutą, gruby, kremowy papier (ech, a kiedyś zwracało się uwagę, aby był biały, co za moda), czcionka w porządku (nie za mała, nie za duża, po prostu ok). Uczepić się można, że fotografia na okładce jest współczesna, a nie z epoki, ale przynajmniej pasuje do treści.










_________________________________________