Translate

piątek, 19 czerwca 2026

Rozkmin na temat Maruo ciąg dalszy

Od ostatniego mojego postu minęły już cztery lata, a myśli wciąż zaprząta mi natarczywe pytanie: czy jest szansa, że Suehiro Maruo zostanie wydany w Polsce? 

Z tym pytaniem zwróciłam się w końcu do Chata GPT... A wszystko przez Amazon, bo znalazłam tam w ofercie całkiem niezłą kolekcję Maruo. Oczywiście głównie w języku francuski, włoskim, niemieckim, czasem hiszpańskim. Nadal nie w polskim.

Jaką odpowiedź uzyskałam?

"Szansa na polskie wydanie mangi Suehiro Maruo jest obecnie największa w historii. Choć przez lata uważano twórczość tego autora za zbyt kontrowersyjną dla głównego nurtu, rynek komiksowy w Polsce dojrzał, a mniejszościowe lub niszowe oficyny wydawnicze chętnie sięgają po ambitne, dorosłe tytuły. 

Wydanie któregokolwiek z dzieł mistrza ero-guro (np. Midori: La ragazza delle camelie czy Shōjo Tsubaki) jest bardzo prawdopodobne z kilku powodów:
  • Wzrost zainteresowania nurtem ero-guro: Polscy czytelnicy coraz lepiej znają mangi z elementami psychodelii, horroru i groteski. 
  • Prestiż autora: Maruo to artysta znany i doceniany na całym świecie. Jego wyjątkowy, dopracowany styl graficzny jest uważany za dzieło sztuki, co doceniają europejscy wydawcy. 
  • Obecność na rynku zachodnim: Mangę Tajemnicza historia Wyspy Panoram oraz adaptacje Edogawy Ranpo wydały już zachodnie oddziały (np. we Francji czy w USA), co ułatwia negocjacje licencyjne dla polskiego wydawcy.
Obecnie najpoważniejszymi kandydatami do wydania twórczości Suehiro Maruo na polskim rynku są niszowe wydawnictwa specjalizujące się w autorskich i mrocznych komiksach (jak np. Kurc, Timof Comics czy Kultura Gniewu), które regularnie poszerzają ofertę o wymagającą literaturę graficzną."

No tak, możecie powiedzieć, wracam po czterech latach przerwy, aby znowu pisać o Suehiro Maruo. Monotematyczna jestem. Możliwe jednak, że zacznę udzielać się na blogu nieco częściej. Jeśli nie będę pisać, będę wrzucać więcej zdjęć komiksów, mang i książek, które mnie interesują. Zobaczymy.
Poza wydawnictwami wymienionymi przez AI przychodzi mi na myśl również Mangioka, azjatycki imprint Wydawnictwa Mandioca. Profil tego nowego wydawnictwa idealnie pasuje do specyfiki twórczości mistrza ero-guro. 
Ale, ale - Suehiro Maruo przecież został wydany w Polce. Mam tu na myśli Tajemniczą historię wyspy Panoram od Waneko. Manga ta ukazała się już dość dawno, bo w październiku 2024 roku i jest debiutem mangaki na naszym rynku wydawniczym. Pisałam więcej o tej pozycji w moim poprzednim poście z... 2022 roku odnośnie wydania amerykańskiego. Ależ ten czas leci. Wtedy rozpisywałam się o tym, że Maruo wciąż nie jest publikowany w naszym kraju, zastanawiając się, czy polski rynek już dojrzał na przyjęcie tego autora. Miałam nadzieję, że jednak to w końcu nastąpi. I tak, stało się. Decyzja Waneko co do akurat tej pozycji zdaje się być oczywista z kilku powodów: tematyka, adaptacja japońskiej klasyki, "lżejsza" odsłona twórcy ero-guro. Był to, patrząc na prace Maruo, bezpieczny wybór. Jest to jeden z jego najbardziej przystępnych tytułów, obok Gąsienicy, kolejnej mangowej adaptacji powieści Ranpo Edogawy, swoją drogą opublikowanej w Polsce nakładem wydawnictwa Tajfuny (dzięki Wam za wspaniałą robotę!).
Tak w ogóle fajnie widzieć, że to, na co psioczyłam na przestrzeni dwunastu lat, czyli odkąd założyłam tego bloga, staje się przeszłością. Wpierw narzekałam na nieobecność na polskim rynku Junji'ego Ito. I bach, stało się. Większość jego twórczości zostało wydanych przez J.P.F. Potem narzekałam, że w polskim przekładzie nie ma Ranpo Edogawy - i Tajfuny wydały dwie jego znakomite pozycje, Gąsienicę i Demona z samotnej wyspy. W międzyczasie marudziłam, że chciałabym poczytać w rodzimym języku mojego ulubionego mangakę. I to marzenie też się ziściło. Zatem czy mam prawo narzekać nadal?
Jasne, bo chcę więcej.
No co tu dużo mówić, Tajemnicza historia wyspy Panoram nie jest moją ulubioną pozycją Maruo. Nie jest nawet w pierwszej dziesiątce. Owszem, cieszę się, że ktoś go w końcu wydał po polsku i chwała mu za to, ale mam mieszane uczucia. Nie był to bowiem dobry przykład typowej dla tego mangaki twórczości. Kreska, owszem, jest piękna i charakterystyczna dla Maruo, jednak jest to taki Maruo na niby, na pół gwizdka. Zupełnie jakby go wykastrować i ocenzurować. 
Problem chyba polega na tym, że brakuje mi w tym tytule erotycznej groteski, do jakiej przywykłam, czytając inne mangi tego autora. Zdaję sobie sprawę, że przez niektórych może być to odbierane pozytywnie - w końcu dzieła Maruo stają się różnorodne, tworzone dla mainstreamowego  czytelnika. Rozumiem taki pogląd. Nie każdy może chcieć czytać - i oglądać - koprofagii, defekacji czy seksu z własną babcią. Szanuję zdanie każdego. Mnie z kolei takie "bezeceństwa" przyciągają jak magnez opiłki żelaza. Nic na to nie poradzę. 
Ale, pomijając już aspekt erotyczny twórczości Maruo, jego mangi są po prostu piękne, wysoce wysmakowane estetycznie. Niejedna plansza i kadr to małe dzieła sztuki i, nawet jeśli wyjąć je z kontekstu, bronią się jako twory samodzielne i niezależne.
Czym się skończyło moje buszowanie na Amazonie? Niebaczna na własne ograniczenia ponownie kupiłam komiks w języku, którego nie rozumiem. Tym razem padło na francuską edycję mojej drugiej ulubionej pozycji Maruo, Yume no Q-Saku. Czyli Maruo w surrealnym, ekstremalnym i onirycznym wydaniu - to, co lubię w nim najbardziej.
Poniżej prezentuję porównanie dwóch wydań Tajemniczej historii wyspy Panoram, od amerykańskiego Last Gasp i od polskiego Waneko.


 
 

________________________________


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz