Translate

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Studio Lain

No i przyszło lato. Z przytupem, można powiedzieć. Termometr dziś wskazuje na dworze 39°C w cieniu. W mieszkaniu - 30°C. "Tylko" 30. Owinięta mokrym ręcznikiem, przy włączonym wentylatorze siedzę przed komputerem i patrzę po półkach z książkami. A raczej z komiksami.

W takim upale trudno cokolwiek napisać, zebrać myśli. Ciśnie mnie jednak, by opisać wydawnictwo, które ostatnimi czasy nieźle poruszyło polską sceną komiksową. Mowa tu mianowicie o wydawnictwie Studio Lain.  

Zacznijmy może od historii.

Jego początki były skromne, bo zaczynało od publikowania magazynu Arigato poświęconemu anime i mandze. Potem, kiedy kwartalnik ten został ciepło przyjęty przez czytelników, w głowie jego szefa, Arka Dzierżawskiego, narodził się pomysł, aby zacząć wydawać komiksy brytyjskie od 2000 AD, których wtedy brakowało na polskim rynku. I tak się zaczęło. Pierwszym komiksem opublikowanym przez Studio Lain był A.B.C. Warriors Czarna dziura. Komiks ten ukazał się w 2014 roku, a jego nakład wynosił jedynie 500 egzemplarzy. Następny był Absalom (tom 1), Ballada o Halo Jones i Stickleback - wszystkie czarno-białe, bo, jak tłumaczy A. Dzierżawski, ich produkcja wychodziła taniej. Komiksy te ukazywały się z częstotliwością dwóch tytułów rocznie. 

W 2016 roku wydawnictwo zaczęło publikować Slaine'a i Sędziego Dredda. To właśnie ta niszowa pozycja - Heavy Metal Dredd - była pierwszym kolorowym komiksem od Studia Lain. Od tego momentu nabrało ono nieco rozpędu, który się zwiększał z każdym kolejnym rokiem. W 2018 liczba opublikowanych przez niego (tylko w tym jednym roku) tytułów wynosiła już 11 pozycji. W jego ofercie zaczęły pojawiać się komiksy frankofońskie, które sprzedawały się trochę lepiej niż brytyjskie. Pojawiły się też pierwsze okładki limitowane, z których wydawnictwo słynie. 

Pozycje te zostały przyjęte na polskim rynku komiksowym na tyle dobrze, że pozwoliło to wydawnictwu na dalszy rozwój. Do dzisiaj komiksy od Studio Lain cechuje stosunkowo niski nakład 800 sztuk, co wynika z bezpiecznego i asekuracyjnego modelu jego działalności. Niski nakład to szybka sprzedaż i brak zalegającego na półkach towaru. Brak finansowego ryzyka. 

Obecnie wielu kupujących narzeka, że tytuły Studia Lain wyprzedają się tak szybko i są na ogół niedostępne na rynku. Że wydawnictwo nie robi dodruków wyczerpanych nakładów. Brak dodruków wynika właśnie z asekuranckiej polityki firmy - aby tytuł był opłacalny, trzeba by wydać go około 500 sztuk, co wiąże się z ryzykiem pozostania z, dajmy na to, kilkuset egzemplarzami komiksów, których w sumie nie ma gdzie przechowywać... 

Taak, Studio Lain nie posiada magazynu, co zresztą nie jest tajemnicą. 

Przełomem dla wydawnictwa był koniec roku 2022 i Button Man. Cyngiel. To, co się wtedy wydarzyło, przejdzie chyba do historii komiksu polskiego. Po raz pierwszy miała bowiem miejsce sytuacja, kiedy tytuł od Studia Lain wyprzedał się w błyskawicznym tempie po premierze. Sam wydawca przyznaje, że tytuł ten "zmienił wszystko" dla jego oficyny i "pociągnął za sobą kolejne tytuły typu Catamount, Zaklinaczy opali czy Aberzen".

Kolejnym wielkim sukcesem wydawnictwa był komiks Darkness. Tytuł ten, przy cenie 400 zł za dwutomowy pakiet, wyprzedał się w ciągu 24 h od premiery.

Vae Victis! wyprzedał się po 9 h...  

Widząc, jaką popularnością cieszą się publikacje od Studia Lain, do gry wkroczyli spekulanci, wykupując po kilka egzemplarzy danego tytułu, głównie okładek limitowanych, bo ich nakład jest najmniejszy i schodzą najlepiej. Potem komiksy te pojawiają się na różnych internetowych aukcjach z ceną zwykle dwukrotnie wyższą od ceny regularnej. A kolekcjoner kupuje. Mnie też zdarzało się kupować. Cóż, trzeba grać według obowiązujących zasad, a te mówią: spóźniłeś się, płacisz dwukrotnie.

Sposób dystrybucji komiksów od Studia Lain to w ogóle osobny temat. Rozumiem, że dopóki jest popyt, jest podaż, ale praktyki stosowane przez to wydawnictwo jasno dają do zrozumienia, że jego pozycje są stricte kolekcjonerskie, nie dla masowego konsumenta. Świadczy o tym chociażby mocno ograniczona dostępność komiksów od SL w internetowych sklepach, a także niskie nakłady, co jest tłumaczone przez szefa wydawnictwa tym, że nie ma na nie magazynu, a opublikowane komiksy przechowuje we... własnej piwnicy. Nie znajdziesz ich w Empiku, Taniej Książce czy w Matrasie. Ba, zwykle nie znajdziesz ich nawet na Allegro, chyba że z drugiej ręki. Informacje o pojawieniu się jakiejś pozycji w sprzedaży pojawiają się z wyprzedzeniem na facebookowym koncie wydawnictwa od samego A. Dzierżawskiego lub na forum Komikspec w temacie "Studio Lain" w dziale ogólnym. Dodam, że są to preordery, czyli do sprzedaży trafiają komiksy jeszcze przed ich wydrukowaniem, zwykle około miesiąc przed premierą. W dniu premiery są one dawno wyprzedane. 

Tak, wiem, że dla każdego komiksiarza prawię tu oczywiste oczywistości, ale może trafi tu ktoś, kto jeszcze o tym nie wie.

Komiksy w okładkach limitowanych sprzedawane są tylko na Gildii. Pozostałe sklepy, które oferują tytuły od Studia Lain to Komiksiarnia i SmakLiter, ale kupić u nich możemy jedynie okładki regularne. 

Kiedy myślę o tym teraz, odnoszę wrażenie, że cały ten boom na Studio Lain rozpoczął się dokładnie od Darkness, a Button Man był jego zapowiedzią. Ludzie spostrzegli, że komiksy te mają swoją wartość rynkową i szybko, niemal natychmiast, ją podwajają. Stały się zatem nie tylko dobrą lekturą, ale i dobrą inwestycją. Moment, kiedy wydawnictwo zaczęło publikować sztandarowe pozycje ze stajni Top Cow i Image zmienił oblicze oficyny i jej target. Ale tylko częściowo. Obok tytułów z uniwersum Spawna i z Top Cow (którego grupą docelową są fani TM-Semic, nieważne czy kierowani nostalgią, czy po prostu zainteresowaniem latami 90.) pojawiają się tytuły takich tuzów europejskiego komiksu, jak Caza, Moebius, Pat Mills, Alan Grant, Jean Dufaux czy Druillet. I komiksy te, obok amerykańskiego mainstreamu, sprzedają się równie dobrze. Sama byłam świadkiem, jak jakaś pozycja pojawiała się na Gildii, dajmy na to we wtorek o 12:00, i godzinę potem była już wyprzedana - oczywiście jeśli to była któraś z okładek limitowanych, najlepiej z wypiętą dupą lub cyckami, bo te sprzedają się najlepiej.

Jeśli chodzi o Studio Lain i ja dałam się ponieść temu całemu hype'owi, który towarzyszy mu od ubiegłego roku i całkiem popłynęłam. Zwłaszcza z serią o Spawnie, której początkowo wcale nie zamierzałam kupować (Spawna znałam tylko z beznadziejnego filmu z 1997 roku). Innym tytułom z Top Cow i Image nie uległam aż tak bardzo. Posiadam w mojej kolekcji "jedynie" Stone'a i Vanisha

Czy i ja kupuję okładki limitowane? Jasne, że tak. Jestem w końcu kolekcjonerką, a który kolekcjoner by się oparł takiej pokusie. Ale nie jest tak, że kupuję tylko limitki - bo są potem więcej warte. Jeśli okładka regularna podoba mi się bardziej niż którakolwiek z limitowanych, to właśnie na jej zakup się decyduję. Taka sytuacja miała miejsce np. przy zakupie A.B.C. Warriors - Wojna wołżańska i Powroty. Kupiłam wpierw wydanie w wersji limitowanej B, ale potem je zwróciłam, bo stwierdziłam, że jednak wolę okładki regularne (ktoś powie: problemy pierwszego świata, taak... ). Czasem, jeśli nie mogę się zdecydować, kupuję dwa warianty - jeśli nie rujnuje to akurat mojego portfela. Ale tak, przyznaję się, stawiam głównie na wydania w wersjach limitowanych. Nawet jeśli się spóźnię, lubię potem buszować po Internetach i szukać wariantu, który mnie interesuje.

Czy udało mi się kiedyś zarobić na Studiu Lain? A owszem, parę razy. Sprzedałam np. z dużym zyskiem Button Mana w wersji okładkowej B, pierwszy tom Bezprawia (okładka limitowana) i Yragaël - Urm Szalony (limitka A). Pewnie, gdybym pogrzebała trochę na półkach, znalazłoby się na sprzedaż coś jeszcze. 

Spóźniłam się z zakupem CE Roosevelta i raczej nie widzę szansy na zakup tej pozycji. Z prostej przyczyny - nie stać mnie. Z kolei za Arché • Lailah Cazy przepłaciłam i to sromotnie. Tak więc i mnie się zdarzają wtopy, nie powiem. Ale mam też kilka perełek i unikatów, które ostrożnie przechowuję za szkłem mojej biblioteczki. Większość to pozycje o wyczerpanym nakładzie. 

W skład mojej kolekcji wchodzą:

  • A.B.C. Warriors. Czarna dziura, wydanie I i II
  • Slaine - Król, wydanie I
  • Sędzia Dredd - Tytan
  • Sędzia Dredd - Mandroid
  • Slaine - Zabójca czasu
  • Mroczni Sędziowie. Upadek martwego świata: Księga 1, okładka limitowana
  • Sędzia Anderson: Odział - PSI / Szambala
  • Boże Działo
  • A.B.C. Warriors - Wojna volgańska, tom 1
  • Slaine - Zabójca demonów
  • Sędzia Dredd - Krew Satanusa / Dziesiąty krąg, okładka limitowana
  • Sędzia Anderson: Oddział - PSI / Powrót do Szambali, okładka limitowana B
  • Zaya, okładka limitowana
  • Yiu, tom 1, okładka limitowana
  • Yiu, tom 2
  • Mroczni Sędziowie. Upadek martwego świata: Księga 2
  • Slaine - Kroniki Brutanii, tom 1, okładka regularna i limitowana A
  • Slaine - Kroniki Brutanii, tom 2, okładka limitowana A
  • Korriganie
  • Saria
  • Pan Wtorek Popielcowy
  • Slaine - Władca nieprawości, okładka limitowana A
  • Ziarno szaleństwa, okładka regularna i limitowana A
  • Slaine - Pogromca smoków, okładka limitowana B
  • Opowieści z Telguuth
  • Arché • Lailah, okładka A
  • Armie zdobywcy (wersja kolorowa)
  • Stone
  • Yragaël - Urm Szalony
  • Gunslinger Spawn, tom 1 i 2, okładki limitowane B
  • Morgana, okładka regularna i limitowana B
  • Hellspawn
  • Tablica Wenus, okładka limitowana A
  • King Spawn, tom 1 i 2, okładki limitowane B
  • A.B.C. Warriors, tom 1 - Wojna wołżańska
  • A.B.C. Warriors, tom 2 - Powroty
  • Spawn - Wieki ciemne, okładka limitowana B
  • Vanish, okładka limitowana A
  • Miraże rozszerzonej nadrzeczywistości, okładka limitowana A
  • Tułacz (Drifter), okładka limitowana B


______________________________




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz